PIERWSZA DRUŻYNA PRZYPIĘTY

Sześć stóp pod ziemią: Gwardia – MKS 4:3

Przez dwadzieścia minut na stadionie w Koszalinie działo się tyle, co nic. Następne sześć trudno zakwalifikować do jakiekolwiek zespołowej dyscypliny. Na niebie nad obiektem im. Stanisława Figasa nie było nawet chmurki, i oto… nastąpiło gradobicie!

Najpierw naszej defensywie urwał się Robert Ziętarski, uderzył w lewy róg Kacpra Majchrowskiego i otworzył puszkę pandory. Odpowiedź gości była natychmiastowa. Zaraz po wznowieniu gry od środka futbolówkę w pole karne posłał Sebastian Deja, a najprzytomniej w zamieszaniu w polu karnym rywala zachował się Bartosz Brodziński i mecz miał zacząć się od początku.

Nic z tego. Biało-niebiescy w odstępie następnych 240 sekund przyjęli potężne trzy ciosy. Najpierw do piłki ustawionej na 25 metrze podszedł Adam Setla i bezpośrednio z wolnego, choć po rykoszecie od Brodzińskiego, pięknym uderzeniem odzyskał prowadzenie. Później na zasadzie trafiony-zatopiony swoje indywidualne akcje piłką w siatce zakończyli Adrian  Kwiatkowski i wspomniany już Ziętarski.

Wszystko to działo się w bardzo zamkniętej czasowej przestrzeni, słownie: sześciu minut, więc konia z rzędem temu, kto pamięta taki przebieg piłkarskiego spotkania, bez względu na klasę rozgrywkową. Zresztą, tak naprawdę, z odgłosem trzepoczącej siatki po ostatnim trafieniu „Gwardzistów” zawody pierwszej odsłony się skończyły.

Roller-coaster połowy nr 2 zaczął się w 65 minucie i trwał znów około minut sześciu. Niecałe 60 sekund po zagraniu ręką w polu karnym „Dejka” z karnego pewnie zmylił Adriana Hartleba i zmniejszył dystans do rozpędzonych koszalinian. Następna akcja MKS-u przyniosła gola kontaktowego. Akcję na lewej stronie rozprowadził Donatas Nakrośous, podał do Pawła Kubiaka, którego uderzenie bramkarz miejscowych „wypluł”, ale skuteczny przy dobitce był Hubert Antkowiak.

Na tym szaleństwo futbolowej środy się nie skończyło. W 71 minucie rękę w szesnastce popełnił Adam Orłowicz i oglądaliśmy kolejne „wapno”. Do piłki podszedł Przemysław Brzeziański i przegrał pojedynek z Majchrowskim, który wyczuł ego intencję. Nasi  chłopcy mimo usilnych starań usiłowali wyprostować wtopę z tej pierwszej połówki, bo to właśnie z niej trzęsienie ziemi ustawiło przecież ten mecz. Było to jednak wszystko względem futbolowego wariactwa, zarówno z jednej, jak i drugiej strony.

DataGospodarzeGodzina/WynikGoście

fot. Mirosław Szozda /mkskluczbork.pl