PRZYPIĘTY

Michał Szewczyk: Wracam do MKS-u z dużym sentymentem

Michał Szewczyk znów kopie piłkę przy Sportowej. 26-letni chorzowianin, który ma na swym koncie ponad dwadzieścia występów w polskiej ekstraklasie, powrócił do Kluczborka i podpisał półroczną umowę. W ostatnią sobotę pokazał się po raz pierwszy w tym roku i zagrał 45 minut, w zwycięskim sparingu przeciwko Ruchowi Zdzieszowice.

Trudno było odebrać ci piłkę, nawet na śniegu.
– Ciężko to nazwać futbolem, warunki tego meczu były ekstremalne, ale starałem się.

Nie bałeś się o to, że mogłeś złapać (tfu tfu!) jakąś kontuzję?
– Każdy z zawodników mógł doznać urazu, ale jak widać wszystko dobrze się skończyło, a i sam mecz mógł się podobać.

Rozumiem, że sprawa twojego „kluczborskiego” niefartu sprzed dwóch lat to już daleka przeszłość?
– Wszystko na to wskazuje. Jestem w pełni zdrów i sprawny do gry, nawet na śniegu (śmiech). Mam także nadzieję, że urazy nie będą mnie teraz prześladować i będę mógł pomóc drużynie.

No właśnie. Odchodziłeś z klubu, który walczył na zapleczu ekstraklasy, a tymczasem…
– Zgadza się. W sumie, to jest to trochę nieprawdopodobne, że MKS gra dziś tam, gdzie gra. Wszystko pozostało tutaj w zasadzie takie samo. Dobra atmosfera w klubie i szatni oraz świetna infrastruktura, ale jak się spojrzy na tabelę… i to dwa szczeble niżej, to można poczuć się nieswojo.

I taki „Szewa” ma to teraz dźwignąć! Przecież to ty jesteś tym hitem transferowym zimy 2019, kto wie, czy nie w całej grupie III, 3 ligi.
– Przede wszystkim chcę złapać trochę stabilności. Rozumiem przez to przepracowanie na pełnych obrotach całego okresu przygotowawczego do rundy wiosennej, czego efektem będą występy na boisku. Darzę MKS dużym sentymentem i chyba trudno by mi było o to w innym miejscu. Nie wyobrażam sobie, że klub miałby znów spaść. Takiej myśli w ogóle do siebie nie dopuszczam!

Powracasz jednak z tego samego poziomu rozgrywkowego, trzecioligowej Soły Oświęcim.
– Tak, zresztą cały czas jestem zawodnikiem Soły i zostałem tylko wypożyczony na pół roku.

„Zamienił stryjek.” Nie miałeś zimą propozycji z wyższej półki? Jeszcze tak niedawno bramkarz mistrzów Polski wyciągał piłkę z siatki po twoim uderzeniu.
– Powiem szczerze. Takich ofert teraz nie miałem. Jeśli zaś chodzi o występy w Bytovii Bytów, bo to tam w meczu Pucharu Polski przeciwko Legii Warszawa zdobyłem gola, to najchętniej nie wracałbym do tego tematu. Sprawa jest i zbyt skomplikowana, i zbyt delikatna, żebym teraz o tym mówił. Wole skupić się na dniu dzisiejszym, a tamten epizod niech przejdzie do historii.

Jak to się zatem stało, że tak nagle znalazłeś się u nas?
– To nie była taka nagła decyzja, a rozmowy trwały kilka miesięcy. Dużą determinacją ze strony MKS-u wykazał się dyrektor klubu, Robert Płaczkowski. Ja byłem „na tak”, a reszta leżała już w gestii obu klubów i one to ze sobą załatwiły.

Wróciłeś na niedawne śmieci, a tu zaledwie kilka znanych twarzy.
– Jestem – można powiedzieć – czwartym, starszym zawodnikiem w zespole (Paweł Gierak, Kamil Nitkiewicz, Adam Orłowicz, przyp., red.), reszta to młodzież. Nie stanowi to jednak dla mnie większego problemu. W Sole była bardzo młoda drużyna, a ja byłem właśnie jednym z tych starszych, mimo tego, że wcale piłkarskim weteranem nie jestem. Mam nadzieję, że wszyscy razem solidnie popracujemy i szybko znajdziemy wspólny język na boisku. Sztab szkoleniowy także zna się na rzeczy, więc uważam, że będzie dobrze.

Czego więc ci jeszcze życzyć?
– Przede wszystkim zdrowia, stabilnej formy i pewnego utrzymania się klubu w 3 lidze. Na pewno nas na to stać i wierzę, że w przekonujący sposób osiągniemy ten cel. MKS zdecydowanie nie zasługuje na dalsze „dołowanie”, a i ja jeszcze ostatniego słowa nie powiedziałem i chcę jeszcze trochę pograć w piłkę. (Rozmawiał Jacek Nałęcz)