Jan Furlepa: Tę drużynę stać na utrzymanie

Objęcie funkcji trenera naszego drugoligowca przez Jana Furlepę pomieszało trochę szyki najbardziej zatwardziałym wizjonerom spadku MKS-u do 3 ligi. Jak nie pan Janek, to kto?! To z kolei głos tych, u których nadzieja pożegnania się ze szczeblem centralnym rozgrywek umrze zapewne ostatnia. Na rozmowę z nowym szkoleniowcem biało-niebieskich umówiliśmy się bardzo późnym wieczorem, ponieważ lwią część każdego dnia poświęca on wyłącznie jednej sprawie... piłce nożnej.

- Co powiedział pan swoim nowym podopiecznym, kiedy wrota salki konferencynej się zamknęły i zostaliście ze sobą "sam na sam"?

- Powiedziałem im to, co o nich myślę. Chodzi mi o skład personalny całej kadry i miejsce w tabeli, które ona zajmuje. Powiedziałem jasno - to jest nieporozumienie! Przede mną siedzieli zawodnicy, którzy mają w swoim CV występy w klubach pierwszoligowych i nie wchodząc w szczegóły oznajmiłem, że tu naprawdę należy wrócić na swoje tory, gdyż na tym polega profesjonalna piłka, a MKS jest dziś kubem profesjonalnym.

- Oj, oni zapewne słyszeli to już kilka razy w tym sezonie, i to z różnych ust.

- Nie mnie jest to komentować. Uważam za to, że kwestią czasu jest to, kiedy ta drużyna "odpali". Gdybym w nic nie wierzył, nie byłoby tej rozmowy. Miałem pół roku na obserwację meczów drugoligowych. To bardzo wyrównana liga, każdy wygrać może z każdym, tylko trzeba w to wierzyć. Tymczasem po tych kilku dniach spędzonych w Kluczborku czasami odnoszę wrażenie jakby zespół tej wiary nie posiadał. Ja wierzę w to co robię, w efekty mojej pracy, i oni też muszą w siebie uwierzyć. Podam przykład. Oglądałem na żywo inauguracyjny mecz w Jastrzębiu z GKS-em. Niedawny trzecioligowiec starł się z byłym pierwszoligowcem, który "pomógł mu" wysoko wygrać i przy okazji znakomicie zacząć sezon. MKS przestał grać w piłkę po 20 minutach, drużyna z Jastrzębia po prostu uwierzyła, że może wygrać z każdym i rozpędziła się.

- Jaka jest więc recepta na to, żeby wyzwolić z nich sportowe pokłady do zdobywania punktów?

- Drużyna z takim potencjałem zdobyła 16 punktów w 19 meczach, i na tym koniec. Do tego co było nie będę już wracał. Od 4 stycznia rozpocząłem pracę, postawiłem grubą kreskę, wziąłem odpowiedzialność za zespół, więc teraz zaczyna się moja działka i wszystko biorę na swoje barki.

- Czyli całkowicie nowe rozdanie. Nowy trener, ba, cały sztab szkoleniowy, zawodnicy jednak ci sami, tyle, że do odbudowania?

- Po kilku treningach dostrzegam entuzjazm w tych chłopakach. Ten jednak będą musieli przenieść już na mecze mistrzowskie. Mam nadzieję, że za osiem tygodni zespół sprzeda to, czego ja od niego oczekuję, a kibice mu w tym pomogą i razem pociągniemy ten wózek. Wymagam od każdego z osobna stuprocentowego zaangażowania w każdym meczu, nawet tym przegranym, żeby nie było wątpliwości, ze zrobił on wszystko w celu odniesienia korzystnego wyniku.

- Decydując się na MKS podjął pan bardzo ciekawą, by nie powiedzieć  - heroiczną -  decyzję. Mógł pan przecież spokojnie wyczekać do końca czerwca i poczekać na lepsze oferty, klubów z wyższej ligi lub o bardziej stabilnych wynikach, a nie przejmować wiszący nad krawędzią szczebla centralnego Kluczbork?

- Ja nie bujam w obłokach. Uważam, że utrzymanie MKS-u na poziomie 2 ligi to jest dla mnie jakieś wyzwanie i dokonanie tego da mi sporą satysfakcją. Pół roku "bez ławki" dało mi coś do myślenia. Myślę, że wybór był dobry, choć wszystko zweryfikuje już pierwszy nasz mecz z ŁKS-em Łódź.

- Jeden z dziennikarzy piłkarskich powiedział mi ostatnio, że utrzymanie MKS-u będzie większym pana wyczynem, niż dwa awanse popełnione z rzędu z Odrą Opole. Zgadza się pan z tym?

- Hmm... na pewno coś w tym jest, może sentyment do Opolszczyzny i wiara w to żeby mi się powiodło. To, czy to będzie większy sukces docenią przede wszystkim kibice. Oni momentalnie potrafią rozpoznać, kto poważnie podchodzi do swojej roboty. Możesz nie strzelić karnego, ale serducho na boisku musisz zostawić całe. Pracę w MKS-ie widzę też w dłuższej perspektywie. Jest tu świetna baza treningowa, należy do tego dobrać odpowiedni materiał, a temu który pozostał - zaufać. Jest też "nowa miotła" i każdy zapewne czuje swoją szansę. Jeśli piłkarzy do tego nie przekonam, to będzie moja porażka.

- Statystyki są bezwzględne. Biało-niebiescy w ubiegłym roku wygrali tylko 5 razy, w tym sezonie 2, a jest jeszcze ciąg 53 spotkań ligowych, w których MKS zwyciężył zaledwie 6 razy! Ten bilans potwierdza tylko "Mission: Impossible" podjętej rękawicy?

- Powtórzę to jeszcze raz - należy przede wszystkim wlać wiarę w zawodników! Każde deklaracje, moje, działaczy i piłkarzy, że się utrzymamy, na niewiele się zdadzą. Po prostu, w pierwszym meczu z ŁKS-em, i każdym następnym, więcej "chciejstwa" wygranej musi być zawsze po naszej stronie. Bardzo liczę na powrót po kontuzjach Adama Orłowicza i Marcina Niemczyka, których rehabilitacja przebiega prawidłowo i są na dobrej drodze by nam pomóc i podnieść rywalizację w drużynie. Poza tym wszystkie serie się kiedyś się kończą i należy je odwracać, inaczej nie byłoby sensu pracować i zmieniać tych kart.

- "Królowie remisów" rundy jesiennej będą musieli zatem zwyciężyć przynajmniej 7 razy, innego wyjścia nie ma!

- Moje credo jest proste. Mecz zremisowany - obojętnie z kim - to strata dwóch punktów. Taka jest matematyka. Oczywiście biorę pod uwagę to, że bywają i zwycięskie remisy, ale po materiale, z którym się zapoznałem twierdzę, że MKS ma bardzo mało takich zwycięskich remisów, a wręcz odwrotnie, często gubił pełną pulę.

- Zespół jednak wymaga wzmocnień, i co do tego nie ma chyba najmniejszych wątpliwości?

- Nie będę ukrywał, ze prowadzę rozmowy z nowymi zawodnikami, których będę chciał przekonać żeby przez pół roku nam pomogli. Zimą odeszło pięciu graczy, więc wzmocnienia składu są konieczne i tylko takie wchodzą w rachubę. Oczywiście będziemy także testować, żeby mieć jakiś pogląd na kandydatów, ale musi być to naprawdę wartościowy piłkarz, co najmniej o bardzo pewnych walorach drugoligowych, i tylko taki będzie miał szansę na transfer. Dziś nie wiem, czy nam się to uda, gdyż to nie sztuka nabrać ludzi. Muszę także zakładać wariant, że nikt do nas nie dołączy i oprzeć całą wiosenną batalię na obecnym stanie posiadania. Mamy bardzo mało czasu na to, żeby zespół przygotował się optymalnie i... odpukać(!), życzę sobie tego, żeby kontuzje omijały nas szerokim łukiem.

- Czy jeśli spytam o konkretne pozycje na boisku, to nie zaburzę tych poszukiwań?

- Nie jest wielką tajemnica, co do roli, jaką odgrywał w MKS-ie Rafał Niziołek, gdzie cała gra zespołu była na nim oparta. W tej chwili takiego zawodnika w drużynie nie ma i jeśli nie znajdziemy nikogo, to będę musiał sam go wykreować. Postawię na każdego, który da mi taki sygnał, by w ten sposób go docenić.

- Aura kaprysi na korzyść przygotowań?

- Rzeczywiście. Dziś chodziłem po naszych boiskach i powiem, że zwyczajnie nadają się one do gry, ale może zdarzyć się tak, że dwa tygodnie przed startem ligi będziemy kopać się w śniegu. To też należy wziąć pod uwagę.

- Pobieżny rzut oka na wiosenny terminarz, i to też nie jest sprzyjający czynnik.

- Jeśli ja chcę wygrać każdy mecz, bez względu na to, czy odbędzie się on u siebie, czy na wyjeździe, to nie ma to dla mnie większego znaczenia. Jakieś doświadczenie posiadam i przerabiałem to już nie raz. Mecze z bardzo dobrymi zespołami okazywały się łatwiejsze niż spotkania z "ogonami". Nie możemy ustawiać się pod terminarz. Jeśli wygramy pierwszy mecz, tak jak choćby to Jastrzębie z MKS-em, to także uwierzymy w swoją wartość. To jednak trzeba zrobić, a nie mówić o tym, opowiadać, czy pisać.

- Układ sił w tabeli jest zdaniem trenera klarowny?

- Sytuacja w tabeli jest zła, ale dwie wygrane z rzędu mogą wszystko zmienić. Wydaje mi się, że o utrzymanie walczyć będzie 9 klubów, a spadają tylko 4, więc dlaczego to my już na starcie musimy być chłopcami do bicia? Póki co, powtarzam chłopakom, że przez najbliższe osiem tygodni obowiązuje tylko jedno hasło: ŁKS! Tym meczem należy zamazać wszystko co stare i niedobre, żeby powróciła nadzieja. Ja naprawdę jestem optymistycznie nastawiony i chcę zarazić tym swoich zawodników. Muszą uwierzyć, że potrafią grać w piłkę i wygrywać.

- Czy trener mógłby dokończyć takie oto zdanie: Czerwiec 2018 roku, MKS Kluczbork...

- Jeszcze dziś, przed treningiem powiedziałem chłopakom, że ja naprawdę wierze w to, że w czerwcu, po ostatnim meczu przybijemy sobie piątki i podniesiemy głowy do góry na znak, że wykonaliśmy wszyscy dobrą pracę. Zostało nam 15 meczów i cały czas twierdzę oraz uważam za realne, że stać nas na utrzymanie się w 2 lidze.

- Dziękuję za rozmowę i wszyscy trzymamy kciuki!

- Dziękuję i liczę na wsparcie kluczborskich kibiców. (Rozmawiał Jacek Nałęcz)

Zdjęcie: Nowy sztab MKS-u Kluczbork w pełnej okazałości. Od lewej Grzegorz Żmija (trener bramkarzy), Jan Furlepa i Daniel Kokosiński (II trener).

fot. /mkskluczbork.pl